Pokazywanie postów oznaczonych etykietą on the road. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą on the road. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 lipca 2011

~ 29




"The only people for me are the mad ones, the ones who are mad to live, mad to talk, mad to be saved, desirous of everything at the same time, the ones who never yawn or say a commonplace thing, but burn, burn, burn, like fabulous yellow roman candles exploding like spiders across the stars and in the middle you see the blue centerlight pop and everybody goes "Awww!"

niedziela, 3 lipca 2011

~ 27



Biblia beatników; pędzący świat, Ameryka rozlewająca się za oknami cadillaców, żony Deana Moriarty'ego, Burroughs jako Byk Lee, Ginsberg jako Carlo Marx, jazz, bop, czasami jakieś prace, czasami dziewczyny, autostop, autobusy, pociągi, no i rytm; zawsze dalej, zawsze bardziej, zawsze - w drodze.
Jeśli miałabym wybrać sobie jakieś życie, to wybrałabym Kerouaca; niby twierdził, że wlecze się tylko za wszystkimi, ale tak naprawdę - ciągle leciał z wirem, nie oglądając się za siebie, od czasu do czasu siadając tylko z pulsującą głową i wywalając wszystko na papier, żeby zrobić miejsce na następne miasta, następnych ludzi, siedzących na poboczu autostrad, następne historie, którymi - kto by pomyślał, pewnie nie Jack - będą potem żyły następne pokolenia; następne knajpy, każdą podobną do siebie, ale nie do końca.
Gdybym nie była takim tchórzem - wsadziłabym teraz ostatnią kasę w kieszeń, złapała pociąg i raz na zawsze przekreśliła stagnację, to wegetowanie przy parapecie, niby przerywane jakimiś wypadami, jakimiś znajomymi, ale tak serio - nie tętniące niczym. Jeszcze jestem, ale skóra już mi się odczepia, przestaję kontrolować maszynerię własnego ciała, dajcie mi pięć, maks sześć lat, to zobaczymy się w Azji, może w San Francisco, może na Lazurowym Wybrzeżu, paląc niedobre papierosy i mając zakodowane rysopisy tysięcy ludzi o pourywanych od pędu włosach.